|
Agnieszka Słowik – Kwiatkowska od 20 lat mieszka w Bieszczadach. Jest artystką wszechstronną , posługującą się rozmaitymi technikami (olej, pastel, grafika, tempera jajowa, gwasz), prezentującą swoje prace na licznych wystawach w kraju i za granicą. Jest także pieśniarką, organizatorką wystaw, wieczorów poetyckich, autorką projektów plakatów, ilustracji do książek. Konie były zawsze obecne i ważne w życiu Agnieszki. Były też najpoważniejszą „konkurencją” dla edukacji artystycznej; Agnieszka nieraz opowiadała, jak niemal „położyła” egzaminy wstępne na Akademię, bo w tym samym czasie rozpoczynał się wymarzony obóz jeździecki....
Tej rywalizacji dwóch pasji, kres położyła decyzja o wyjeździe w Bieszczady. Z jeszcze ciepłym dyplomem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, opuściła rodzinne miasto, by osiąść na bieszczadzkiej wsi. Tu odnalazła ciszę, spokój, życiową i artystyczną przestrzeń. Okazało się, że miłość do koni i sztuka – zamiast rywalizować o duszę Agnieszki – mogą się przenikać i współtworzyć barwny wizerunek nietuzinkowego człowieka i artysty.
Zrealizowała marzenie – i od wielu lat hoduje konie, a w pracowni na górze Horb tworzy ich malarskie wizerunki. Końskie portrety są pełne ekspresji, artystka na język malarski przekłada świat własnych uczuć, emocji i doznań. Są konie łagodne, potulne, są też dzikie, nieujarzmione, z rozwianymi grzywami – każdy obraz zaświadcza , że stworzyła go osoba rozumiejąca i kochająca konie.
Artur Piecyk, absolwent warszawskiej Akademii Fotografii, mówi o sobie, że jest z powołania grafikiem, z zamiłowania foto – grafikiem. Zajmuje się grafiką komputerową i fotografią , co pozwala mu połączyć pasję z pracą zawodową. Tematy do swoich prac znajduje wszędzie: na ulicach wielkich aglomeracji, w turystycznych „Mekkach”, ale również w huculskich osadach pasterskich czy nieistniejących bieszczadzkich wioskach. Z licznych podróży po świecie przywozi bogatą dokumentację fotograficzną, będącą kwintesencją fotografii – rzemiosła i fotografiki – sztuki. Sam wyciszony, skupiony – w swoich pracach stwarza kameralny i intymny nastrój, sygnowany osobowością autora. Nie znosi dosłowności, stąd zapis rzeczywistości ma często charakter symboliczny i metaforyczny. Stąd bierze się także penetrowanie nowych obszarów, ciągłe poszukiwanie nowych tematów i technik utrwalenia ich różnorodności i niepowtarzalności.
Tematyka hippiczna nie zajmowała dotychczas artysty. Zła rodzinna sława konia, który stał się przyczyną śmierci dziadka, nie pomagała w zbliżeniu się – choćby z obiektywem aparatu – do „dużego, groźnego zwierzęcia”. Prace prezentowane na wystawie to swoista próba okiełznania lęku. Powstały one zimą 2007 roku, a ich bohaterami są konie podwarszawskich stadnin. W fotografiach Artura wciąż widoczny jest respekt dla nieprzewidywalnego zwierzęcia, poszczególne kadry to jakby próby podejrzenia i nawiązania z nim kontaktu. Zaprezentowane fotografie są zapisem obustronnego procesu oswajania – człowieka i konia. Do góry |