Gdyby Teresa nie była historykiem sztuki, gdyby nie była nauczycielką, gdyby nie była malarką - odniosłaby sukces w zawodzie psychoterapeuty. Jak mało kto potrafi słuchać i koić rozkołysane emocje. Być może ta wyrozumiałość, otwartość na ludzi i świat zjednały jej sympatię i pozwoliły znieść wszystkie ciemne i ciężkie strony aklimatyzacji w Bieszczadach. Nie pragnęła Bieszczadów ze wszystkich sił i myśli swoich: czym innym jest turystyka, czym innym emigracja do pięknych, ale jakże odległych gór.
A jednak życie rzuciło ją tu być może po to, by odnalazła w sobie talent i potrzebę malowania. W jej twórczości dominują ikony - wykonywane uważnie, dokładnie, tradycyjną techniką, z zachowaniem prawideł i kanonów ikonopisania. Mimo tej surowości otacza ją aura kobiecego ciepła, ciszy i spokoju. Bo taka jest ich autorka.